Co mnie najbardziej zaskoczyło w Nowym Jorku?

IMG_8133Nie było mi wcale łatwo zebrać te wszystkie rzeczy, bo wiele z nich, przez częste wyjazdy, najzwyczajniej przestały mnie już dziwić. Musiałam mocno pogrzebać w pamięci, zrobić burzę mózgów z moją szwagierką i tak oto powstała lista rzeczy, które mnie zaskoczyły w Nowym Jorku. Kolejność przypadkowa.

Butelkowana woda Poland Spring, która z Polską nie ma nic wspólnego. Obecna w każdym Deli (rodzaj sklepu spożywczego, którego nazwa jest skrótem od delicatessen – w sumie niemieckie słowo, ale z delikatesami, w polskim znaczeniu tego słowa, nie mają nic wspólnego), w każdym kiosku, w każdej budce z hot dogami, dosłownie wszędzie, najbardziej popularna woda w butelkach. Produkowana w stanie Maine, należy do koncernu Nestle, wydobywana jest m.in. w miejscowości Poland. I tajemnica rozwiązana.

Zwroty towaru w sklepach są akceptowane nawet do roku czasu. Coś niewyobrażalnego w naszym kraju. Standardem jest termin 90 dni, Macy*s daje 180 dni na zwrot towaru, a np. internetowy Zappos.com 365 dni… Mało tego, stwierdzasz, że np. taki  krem do twarzy Shiseido za 300$ po 2 miesiącach używania jednak ciebie uczula, no problem, zwracasz go do Sephory i dostajesz zwrot pieniędzy z przeprosinami. Fajnie?

IMG_7916Psy, z którymi bez względu na ich rozmiar, możesz wejść wszędzie. Do sklepu, restauracji, kawiarni. Psy są wszędzie mile widziane. Wielu nowojorczyków ma 2 psy, często różnej rasy. Bo każdy właściciel psa wie, że jeden pupil to za mało 😉

Foliowe pokrowce na parasolki zawieszone na stojakach przy wejściu w dużych sklepach (Macy*s, Saks) w deszczowe dni. Pomysł świetny, bo nigdy nie wiem, co z tą cieknącą parasolką zrobić. A przede wszystkim zapewne chodzi o to, aby nikt z klientów nie poślizgnął się na mokrej podłodze i nie pozwał sklepu o milionowe odszkodowanie.

Szklanki z wodą serwowane w restauracjach, którą to wodę masz w ilości, jakiej tylko zapragniesz, w cenie posiłku i masz tę szklankę ciągle uzupełnianą. Nie oznacza to oczywiście, że napojów już nie zamawiasz (trochę głupio), ale szczytem snobizmu będzie wtedy zamówienie San Pellegrino lub Perrier. A całkiem poważnie, jest to wygodne, nie zastanawiasz się, co zamówić oprócz wina czy drinka do picia. Proste.

Magiczne 21 lat musisz mieć ukończone, żeby wejść do klubu i kupić alkohol. Naprawdę zawsze proszą o ID przy wejściu do klubu, mimo, że wyglądasz zdecydowanie na więcej 😉 To samo w Liquor Store (monopolowy) – zawsze proszą o pokazanie dowodu. I zawsze mnie to rozśmiesza.

Kupno alkoholu (poza piwem) możliwe jest tylko w Liquor Store. Nie w spożywczym, nie na stacji benzynowej, nie w markecie, tylko w specjalnym monopolowym, który wcale nie jest na każdym rogu. Szczerze? Zdecydowanie wolę tak, jak jest u nas. Aha, i te ich monopolowe są czynne tylko do 22… kłopotliwe w mieście, które nigdy nie śpi.

IMG_3335Polska karta kredytowa zabezpieczona PINem, w Nowym Jorku autoryzowana jest … podpisem. Nie funkcjonuje u nich w ogóle autoryzacja płatności kodem. Ale nasze polskie banki są bardzo czujne, bo zdarzyło mi się już kilka razy, że przy większych płatnościach, nawet jeszcze nie zdążyłam odejść od kasy, a już miałam telefon z banku potwierdzający transakcję. A raz to wręcz na etapie płatności, jak czekałam na autoryzację, to miła pani z Citibank zadzwoniła z pytaniem, czy potwierdzam transakcję? Oczywiście, że potwierdziłam, ta torebka była zbyt boska 😉

Ceny na metkach są podawane w wartościach netto, bez TAX, co nie jest fajne. Bo tusz za 36$ nie kosztuje przy kasie 36$, tylko 39. Taka niemiła niespodzianka. Jak już pisałam przy okazji zakupów, TAX jest różny w każdym stanie. Na żywność jest niższy niż np. na ubrania i kosmetyki, a na ubrania do 100$ w ogóle go nie ma.

IMG_3278Ciemność w klubach niemożliwa – to była pierwsza rzecz, jaka mnie uderzyła po wejściu do jednego z nich. Jest tak ciemno, że do przeczytania menu potrzeba świecy lub ekranu telefonu. Ma to też swoje zalety, wymienię jedną, oczywistą – wszyscy wyglądamy niezwykle atrakcyjnie w tak przytłumionym świetle. A kto z nas nie nabiera wtedy pewności siebie? I tak noc należy do nas 😉

Szare wiewiórki, o których całe życie myślałam, że są rude, tutaj są…szare? OK, troszkę końce mają rude, ale na początku przeżyłam szok, myślałam, że one jakieś chore są…

Ilość policji na ulicach rzuca się mocno w oczy. Pisałam o tym przy okazji porównania Paryża z Nowym Jorkiem. Zwłaszcza na Manhattanie ilość patroli i policjantów jest bardzo duża. Ale dlatego też nigdy, jak bywam tam od ponad 10 lat, nie czułam się niebezpiecznie. Poruszając się metrem nawet w późnych godzinach nocnych. Jasne, że są dzielnice, do których lepiej nie zaglądać, ale generalnie poziom przestępczości w Nowym Jorku od 2005 roku jest najniższy wśród największych miast USA.

IMG_7986Niesamowity miks narodowości z całego świata. Byłam w Londynie, byłam w Berlinie i Paryżu, ale różnorodność populacji w Nowym Jorku jest powalająca. Tutaj mamy wszystkie rasy ludzkie, kolory skóry i wszystkie języki tego świata. NYC jest najbardziej zaludnionym miastem Stanów. Jest także miastem, w którym największa jest, na tle całego kraju, społeczność homoseksualna oraz biseksualna – od 2011 roku w Nowym Jorku zalegalizowano małżeństwa tej samej płci.

Komplementowanie obcych ludzi jest ogólnie przyjętą zasadą. I bardzo mi się to podoba. Często słyszałam: „podoba mi się twoja bluzka”, „fajne buty”, „ładny kolor włosów” czy „ale pięknie pachniesz”. Oni nie mają z tym najmniejszego problemu. Słyszysz to od sprzedawcy w sklepie, od kobiety, która stoi obok ciebie na ulicy, od dziewczyny z którą czekacie na zielone światło. Całkiem przyjemny zwyczaj 😉

IMG_7635Kupony nakręcają spiralę zakupów w nieskończoność. Kupony dostajesz w każdym sklepie, pocztą do domu, emailem na telefon. Nie mówię już o kuponach do marketów – kup 5 słoików ketchupu, kolejne 5 dostaniesz za centa. Kupony powodują, że MUSISZ wrócić do sklepu, bo przy następnych zakupach, jak wydasz 200$, 20 dostaniesz z powrotem, dostaniesz 40% off na następne zakupy, jak kupisz 3 rzeczy itd., itd…. i biznes się kręci. Ameryka to najbardziej konsumpcyjny kraj na świecie, a Nowy Jork jest drugim co do wielkości (po Tokio) centrum gospodarczym na świecie.

Było tego jeszcze trochę: zakaz parkowania po określonej stronie ulicy w wyznaczone dni (ze względu na wywóz śmieci), niechlujne ubrania wielu osób na ulicy (takie wymięte, wyciągnięte z szafy) i nikt, poza mną, nieprzywiązujący do tego uwagi, ceny kawy w Starbucks (po przeliczeniu takie, jak w Polsce), misternie uplecione fryzury Murzynek, stare, wręcz zabytkowe kasy w małych sklepach, ludzie uprawiający jogging na ulicach Manhattanu w godzinach szczytu, gęsto wysypujący się ludzie z biurowców w porze lunchu, ilość czarnych limuzyn na Manhattanie (prawie taka, jak taksówek), kolejka przed Apple na Piątej, czy poziom hałasu i zgiełku na ulicach, bogactwo Upper East Side

W sumie to przy każdej wizycie odkrywam coś nowego w tym mieście. Nowy Jork zawsze mnie czymś zaskakuje. Jak na przykład futrem, które dostałam gratis 😉 dlatego tak się cieszę na każdy kolejny wyjazd… a o futrze, kiedyś, przy okazji opowiem.