Spotkanie na Manhattanie

IMG_7852Plan tego dnia był prosty – wycieczka po Upper West Side zakończona piknikiem w Central Park. Jest to mój trzeci wyjazd z rzędu do Nowego Jorku, kiedy jestem przewodnikiem, więc idę trochę na łatwiznę i powielam pomysł z Trochę inne West Side Story 😉 I, jak teraz to piszę, to tak sobie myślę, że prędzej spodziewałabym się faktycznie spotkania z Bono ( w końcu to Nowy Jork, tu wszystko jest możliwe) niż z … no właśnie, po kolei.

Zaczęłyśmy od Columbus Circle i Lincoln Center, a potem metrem  nr 1 do Columbia University przy 116 Ulicy, bo moja córka chciała zobaczyć bibliotekę, campus i generalnie porównać z polskimi uczelniami. Tam nam trochę zeszło… ja z koleżanką siedziałyśmy na schodach, plotkowałyśmy o skośnookich studentach, bo tylko tacy wokół byli (?), ale córka zniknęła. Myślałam, że na wykład gdzieś się wkręciła.

Ok, patrzę na zegarek, robi się późno, a przed nami jeszcze sporo atrakcji. Ruszamy w dół Upper West Side. Tempo mamy słabe, bo ja ciągle robię zdjęcia. Wszystko jest interesujące, miejsca i ludzie. W końcu docieramy do delikatesów Zabar’s, a że jesteśmy już głodne, to do koszyka pakujemy wszystko, co nam w ręce wpadnie, bo zachciało nam się pikniku na miarę „Śniadania na trawie” Moneta.

IMG_7860
Zabar’s – raj dla łakomczuchów

Tak więc mamy: sery (w tym jeden strasznie śmierdzący), oliwki w marynacie, brukselki, ananasa, krewetki w kokosie, pieczeń, kotlety w panierce, bagietkę, a do tego … woda Fiji – a co tam, w końcu mówimy tu o pikniku w Central Park.

Po prawie godzinie spędzonej wśród półek z żarciem, wychodzimy. Robi się zmierzch, a jeszcze chciałam Dakotę sfotografować… Przy Central Park West stoją przyczepy campingowe, jakie znamy z filmów – ooo, chyba jakiś film kręcą. Podchodzimy bliżej. Tak,  będą zdjęcia o 4 rano. Zakaz parkowania po tej stronie ulicy.

IMG_7875
słynny apartamentowiec Dakota

W końcu wchodzimy do parku na wysokości Truskawkowych Pól (wydzielona część parku na cześć Lennona, utrzymywana przez Yoko Ono), jakieś młode towarzystwo świetnie się bawi, bynajmniej nie na wodzie Fiji. Jest zupełnie ciemno. Mam małe obawy, czy to na pewno dobry pomysł, ten piknik o tej porze tutaj? Ale koleżanka mnie uspokaja – park jest zupełnie bezpieczny, nawet o tej porze. Faktycznie, sporo osób uprawiających wieczorny jogging (tak, oni to robią naprawdę, wieczorem biegają), sporo rowerzystów, ktoś tam jeszcze pośpiesznie wraca do domu. Szukamy miejsca na naszą wyżerkę.

Ale jesteśmy wybredne. Nie, nie, nie zadowalamy się byle ławką. Tu – za głośno, przy ulicy, tam – za ciemno. Idziemy dalej w stronę Boathouse. W końcu mamy miejsce idealne. Pod latarnią, 3 ławki obok siebie, cisza i spokój. Z namaszczeniem wyciągamy jedzenie i rozkładamy wszystko na ławce.

IMG_7876Po całym dniu chodzenia, sama z przyjemnością usiadłam na ławce, urwałam kawałek bagietki, włożyłam do środka kotleta i mam już gryźć, kiedy po drugiej stronie alejki, za małym płotkiem, zobaczyłam… szopa dziarsko zmierzającego w naszą stronę. Zamarłam z kanapką w połowie drogi do ust, kiedy ten puszysty cudak sprawnie przeskoczył przez to niskie ogrodzenie i zdecydowanie szedł do nas, a konkretnie do naszego żarcia. Dziewczyny, on idzie do nas mówię w sumie spokojnym głosem, biorąc pod uwagę okoliczności przyrody. Raccoon’y są bardzo niebezpieczne, moja koleżanka miała żółwia na tarasie, to tylko skorupa po nim została. Nic, pusto w środku. Raccoon w nocy go zeżarł „uspokaja” koleżankaWszystkie trzy poderwałyśmy się jak na komendę z ławki. To ostatnie „raccoon w nocy go zeżarł ” brzmi mi jeszcze w uszach, kiedy nasz raccoon podszedł do ławki i na zupełnym luzie powąchał oliwki, zostawił (chyba przez ten czosnek) i od razu do mojej kanapki wyciągnął łapki. Wziął górną część bagietki i odszedł „kowbojskim” krokiem w krzaki.

Wracamy na ławkę, opowiadamy sobie, co właśnie zobaczyłyśmy. Oczywiście śmiejemy się, bo niby takie rozbawione jesteśmy, ale cały czas nerwowo oglądamy się za siebie, w stronę krzaków, do których ta „bestia” odeszła. Dziewczyny, on wróci po tego kotleta, co mu po samej bagietce głośno myślę. I nie trzeba było długo czekać. Wraca nasz bohater. Tym razem już z piskiem rozbiegłyśmy się każda w inną stronę. Nie wytrzymałyśmy napięcia 🙂 . Szop, wciąż bardzo spokojnie, przegląda nasze spożywcze zakupy. Kurde, myślę, został mój kożuszek Rebecca Minkoff na ławce (zdobycz z TJ Maxx przy 59 i 8)… Nie, raczej nie da rady podnieść siatki pocieszam się. Naprawdę? (!) Szop oczywiście olał mój kożuszek. Mało tego, olał też nasze delikatesy. Sery też. Odszedł z niczym. To był koniec naszego pikniku.

Jestem w stanie zrozumieć spotkanie z Bono na Herald Square. Anna Wintour w Saksie – why not? Ale szop??? W samym sercu Manhattanu? Z moją kanapką? Dopytałam i doczytałam potem – podobno jest ich w parku sporo… 🙂

Zdjęcia ze spotkania oczywiście znowu bardzo słabe. Tak, jak przy spotkaniu z Anna Wintour, tak i tym razem moja koleżanka skutecznie dodawała mi kurażu i tradycyjnie mam nieostre, beznadziejne foty. Następnym razem, nawet jak to będzie Barack Obama, nie zawaham się użyć mojego telefonu i zrobić porządne selfie 😉

IMG_0169
w dobrych nastrojach, piknik wieczorową porą
IMG_0170
mój kotlet do kanapki
IMG_7877
szop – „raccoon żarłacz”

One thought on “Spotkanie na Manhattanie

  • 9 października 2014 at 1:40 AM
    Permalink

    Jak ja bym chciała tam być…

Comments are closed.