12 rzeczy, których najbardziej brakuje po wyjeździe z Nowego Jorku

IMG_0895Od mojej ostatniej wizyty w Nowym Jorku minęło już pół roku i coraz częściej wracam tam we wspomnieniach i rozmowach. Ostatnio na stronie TimeOut.com był fajny artykuł na temat rzeczy, których nam brakuje po wyjeździe z tego miasta. Mimo, że nie jestem mieszkanką Nowego Jorku,  a samo miejsce nie jest najłatwiejszym do życia, to tak naprawdę z większością tych punktów się zgadzam. Z resztą pisałam już wcześniej o wielu tych rzeczach.

Całonocne sklepiki ze wszystkim, tzw. Bodegi – gdzie indziej na świecie możesz o 2 w nocy kupić całkiem dobrą, świeżo zrobioną kanapkę, paczkę prezerwatyw, kubeł ulubionych lodów i sześciopak piwa w jednym miejscu? Tak szybko można się przyzwyczaić, że wydaje się tobie, ze tak jest wszędzie, że to normalne, że na każdym rogu jest taki przybytek. Po czym wystarczy spakować walizki i wyjechać tylko na weekend poza NYC i nagle zostajemy bez…pudełka prezerwatyw na ten weekend. U nas w Polsce sytuację ratują stacje benzynowe lub Tesco (ale nie znam ich kanapek).

 

IMG_4836

Metro – mimo ciągłych jego opóźnień, zmian planów jazdy na weekend z powodu prac konserwacyjnych, zdecydowana większość nowojorczyków traktuje je jako nieodłączną część życia w Nowym Jorku. Ja mogę tylko dodać, że przy okazji wizyty w LA, gdzie próbowałam poruszać się autobusem, na nowojorskie metro spojrzałam znacznie łaskawszym okiem. Po pierwszym dniu w Los Angeles, stwierdziłam, że miejskimi środkami komunikacji poruszają się tylko: a) bezdomni b) psychicznie chorzy c) alkoholicy d) Meksykanie całymi rodzinami w składzie min. 12 członków i czym prędzej wypożyczyłam auto, o czym z kolei w NY nigdy nawet nie pomyślałam. Nowojorskie metro jest brudne, w godzinach szczytu, zwłaszcza w rejonie Manhattanu, bardzo zatłoczone, można spotkać na stacji lub w wagoniku szczura (!), ale jest to zdecydowanie najlepszy sposób poruszania się po tym mieście. Pociągi jeżdż nawet co 2 min., a sieć metra jest bardzo gęsta, bez problemu można dojechać w każde miejsce.

Ciągle otwierają się nowe restauracje i bary – w Nowym Jorku bez najmniejszego problemu w każdy weekend można robić coś innego. Znalezienie dobrej i dobrze płatnej pracy tutaj jest dość trudne, ale wypełnienie wolnego czasu to bułka z masłem. Pokus jest aż nazbyt wiele.

  • Bryant Park
    Bryant Park

    Darmowe atrakcje latem – kajaki na rzece Hudson, kino letnie w Parku Bryant, koncerty w Parku Prospect. Nie wiadomo w sumie dlaczego te rzeczy są darmo, bo tu nic nie jest za darmo.  I jest tego naprawdę sporo. Sama miałam okazję być na otwarciu sezonu w Metropolitan Opera rok temu. Oglądałam Wesele Figara na Times Square, gdzie transmitowano na żywo spektakl z opery na wielu ogromnych telebimach. Free.

Rooftops – moje ulubione bary na dachach … letnie imprezy na świeżym powietrzu to zawsze fajna sprawa, ale dorzućmy do tego widok na panoramę Manhattanu. I co? Takie bary można znaleźć na całym świecie, to prawda, ale nigdzie nie masz tego widoku, tego uczucia bycia w sercu świata (a z każdym drinkiem to uczucie jest coraz silniejsze). Nie wiem, czy tego punktu nie brakuje mi najbardziej po powrocie do domu? 😉

basen w Gansevoort Park Rooftop
basen w Gansevoort Park Rooftop

Pizza – i tu, mimo całej sympatii dla nowojorczyków i miłości do tego miasta, no nie, zdecydowanie nie…  najlepszą pizzę w swoim życiu jadłam w Neapolu i myślę, że gdyby oni jej spróbowali, to ten punkt na liście z pokorą by pominęli.

Chodzenie pieszo – to prawda. Dużo tam chodzę. Przecznice są tak blisko siebie, że czasami się wydaje, że nie warto schodzić do metra, lepiej podejść pieszo. Jest to na pewno dużo zdrowsze niż poruszanie się ciągle samochodem, co mam u siebie na miejscu. Do tego ta moja mania, że najchętniej zaparkowałabym przy kobiecie na kasie… a po Nowym Jorku dziennie pokonuję kilometry…

Plan ulic – moim zdaniem bardzo łatwe jest poruszanie się zwłaszcza po Manhattanie, ale i pozostałe dzielnice nie stwarzają problemów. Ulice przecinają się najczęściej pod kątem prostym i są numerowane (wyjątek to dolny Manhattan, gdzie ulice mają nazwy), czy może być łatwiej? Ja do tego zawsze szukam Empire State i wiem, czy mam iść w górę, czy w dół, w prawo, czy w lewo. Piece of cake. A u mnie w Trójmieście np. mamy jedną, długą ulicę, którą przechodzi przez wszystkie 3 miasta, ale w każdym z nich nazywa się inaczej: w Gdańsku – aleja Grunwaldzka, w Sopocie – aleja Niepodległości, a w Gdyni – aleja Zwycięstwa. Jedna, owszem, długa ulica, ale po co aż trzy jej nazwy?

  • Metropolitan Museum of Art
    Metropolitan Museum of Art

    Efektywne wykorzystywanie czasu w komunikacji miejskiej – to jest akurat punkt,który chyba pasuje do każdego, większego miasta. Wiele osób czyta książkę czy przegląda Instagram w drodze do pracy, korzystając z pociągu, kolejki miejskiej czy autobusu? To jest domena czasów, w jakich żyjemy.

Dostawa jedzenia w nocy – to prawda, tylko w Nowym Jorku spotkałam się z tym, że jeśli o 3 nad ranem przyjdzie tobie ochota na jajka po benedyktyńsku, to tam bez problemu dostarczą je tobie pod same drzwi. W Paryżu miałam problem z kupieniem Vogue po 8 wieczorem.

Muzea – nawet jeśli nie jesteś szczególnym miłośnikiem sztuki, to grzechem jest nie odwiedzić choćby tych najsłynniejszych. Zdecydowanie warto. A jest ich tu naprawdę sporo.

Ludzie – obcowanie na co dzień z 8 milionami ludzi przynosi wiele niespodzianek i historii. Pisałam kiedyś o nowojorczykach. To jest zdecydowanie, obok punktu 5, to, czego mi najbardziej brakuje po powrocie do domu. A niby nie mieszkam w małym mieście.

I to tyle. Od siebie bym jeszcze dodała energię, jakie ma to miasto, ducha i niepowtarzalny klimat. Koleżanka mi ostatnio powiedziała, że się rozczarowała po wizycie w NYC, oczekiwała czegoś innego, a ja jej na to odpowiedziałam, że nie miała dobrego przewodnika. Nowy Jork albo kochasz, albo go nie znosisz. A nie znosisz dopóty, dopóki ktoś go tobie nie pokaże.