Rooftop Bars – drink z widokiem na Manhattan

bar The Gansevoort Park Avenue
bar The Gansevoort Park Avenue

Wg Conde Nast Traveller, letni wyjazd do NYC, bez zaliczenia drinka w jednym z wielu Rooftop Bar się nie liczy. Uff, idąc tym tropem, to nawet moje zimowe wyjazdy do Nowego Jorku mogę zaklasyfikować do checked 😉

Bary na dachach budynków to ulubione miejsce spotkań na Manhattanie w okresie od wiosny do późnej jesieni. I trudno się dziwić – oferują niesamowite widoki, z którymi żaden bar na poziomie ulicy nie może się równać, a ponadto serwują znakomite drinki. Poza tym, wiele rooftops, to nie tylko same bary, ale także restauracje, które zapraszają na lunch, brunch i kolację.

Ostatnio odkryłam, że zamiast płacić 27$ za bilet na Empire State Building, chyba lepiej usiąść wygodnie i  popatrzeć na Empire z 20 piętra dachu biurowca. 230 Fifth – bo to o nim mowa, na rogu Piątej i 27 Ulicy, to jeden z popularniejszych rooftops w NYC. Piękny ogród, ogrzewany, więc czynny nawet w tych chłodniejszych miesiącach, zapewnia niezapomniany widok i na Empire, i na Chrysler Building, i na cały Manhattan. Brunch kosztuje 29$, a do tego w cenie drink Mimosa lub lampka szampana. Tego Empire nie proponuje. Idealne miejsce.

Bar 230 Fifth
Bar 230 Fifth

Wiele rooftops to kluby i dyskoteki, często z basenami. Oj, tam to się dzieje, w tych basenach… Sodoma i Gomora – jak by powiedziała moja babcia. A gdybyśmy zapomnieli bikini, a raczej nie nosimy go w torebce na stałe, to są automaty, z których możemy strój kąpielowy zakupić (tak jest np. Le Bain, o którym poniżej). Lub możemy też zostać po prostu w bieliźnie. Przynajmniej w majtkach 😉

Co do outfitów na wieczorne wyjście w NYC – jeśli chcemy w ogóle „przejść” przez 140-kilogramowego, czarnoskórego bramkarza, to zapomnijmy o sneakersach, nawet tych od Marant czy Valentino, o podartych dżinsach także. Dress to impress. Musimy się wystroić. No może nie zupelnie jak na ślub kuzynki, ale obcasy mile widziane. Im bardziej sexy, tym większe szanse na minięcie welurowych lin. A i tak radzę się przygotować (zwłaszcza panom) na odmowę wejścia w iście „nowojorskim stylu”, czyli taksowanie z góry do dołu i bezpardonowe NO.

widok z Gansevoort Park RooftopGeneralnie z tym wchodzeniem do klubów, to kobiety mają łatwiej. Na przykład w zestawieniu: 3 facetów i 3 kobiety, to grupa kobiet wejdzie szybciej, niż panowie. Mężczyźni, bardzo często, zwłaszcza, jeśli nie mają w swojej grupie żadnej kobiety, muszą wziąć stolik. A żeby dostać stolik, to muszą kupić minimum 2 butelki alkoholu za 300-400$ (ten „patent” podobno wymyśliła kiedyś jakaś kobieta) i to jest cena bazowa, bo może być już tylko drożej.  Szampan zaczyna się od 700-800$ razem z serwisem. Bo nie zapominajmy o tipach. Tu one są z klucza doliczane. Jak zamawiasz szampana, połowa ceny na rachunku lub nawet więcej, to serwis, tzw. bottle service, różny w każdym klubie i do różnych trunków. Do butelki wódki dolicza się mniej niż do szampana. 

Jeśli nie mamy ochoty stać w kolejce przed klubem (i mamy kartę kredytową pana Kulczyka ze sobą), to bierzemy stolik i wchodzimy wejściem dla VIP. Inny sposób  to … dostać się na listę gości. Ja miałam to szczęście, że moi znajomi, u których się zatrzymuję w NY, znają sporo osób, które pracują w barach i udawało nam się albo dostać na taką listę od razu, albo ktoś znał kogoś, kto znał kogoś itd. A najprościej jest iść po prostu w środku tygodnia, kiedy jest mniej ludzi, na tyle  mniej, że nie stoimy w piątym rzędzie przy barze, ale jest pełen klub. To tak, jak w naszym sopockim SPATIFie sympatyczniej jest w czwartek, niż w sobotę (latem, bo zimą w środę to jednak  jest pustawo).

basen w Gansevoort Park Rooftop
basen w Gansevoort Park Rooftop

I tak wybrałyśmy się w tygodniu, z 2 koleżankami Magdy, na kolację, a następnie do jednego z bardziej znanych barów Gansevoort Park Avenue Rooftop (na wysokości 29 Ulicy). Wjeżdżamy na 20 piętro, otwierają się drzwi windy i … tak musi wyglądać raj, pomyślałam, sekcja dla kobiet – w dość ciemnym pomieszczeniu (to jest charakterystyczne dla tutejszych klubów – tu jest naprawdę ciemno), przy barze kłębią się tłumy… mężczyzn 🙂 Gdzieniegdzie stoi jakaś dziewczyna. Przemknęło mi przez głowę, że to jakaś konferencja lub zjazd informatyków, ale byli za dobrze ubrani. Idziemy w stronę baru. Im bliżej, tym lepiej można dostrzec widok z okien. Nie, nie okien, to są szklane ściany, a za nimi niesamowity widok oświetlonego Manhattanu. A już myślałam, że wszystko tu widziałam. Z drinkami wychodzimy na taras z basenem. Oświetlony budynek Empire wygląda przepięknie. Nie będę opisywać szczegółów, bo mój mąż też to czasami czyta, ale bawiłyśmy się doskonale…

Jesienią ubiegłego roku, również w tygodniu, udaliśmy się na Meatpacking do słynnego Le Bain w Standard Hotel. Miejsce kultowe. Miejsce odwiedzane przez gwiazdy. Podczas Fashion Week więcej tu modelek niż „normalnych” ludzi (myślę, że nie jest to najlepszy czas na wizytę w Le Bain z powodów oczywistych 😉 ) Grają tu najlepsi DJ-e. I basen w dyskotece. A widok na rzekę Hudson, The High Line Park i New Jersey powala, do tego stopnia, że toalety są również ze szklanymi ścianami – siedzisz na kibelku i podziwiasz the view. Jedyny problem, to taki, że inni podziwiają tez ciebie, bo z ulicy przez te szyby wszystko widać. Tak słyszałam, bo … nie weszliśmy 🙂

wodok na taras Soho  House
wodok na taras Soho House

Kolejka nawet nie była duża, ale przyszliśmy o g.22 i nie można było jeszcze wejść, bo była jakaś impreza zamknięta. Postaliśmy chwilę, ale że pogoda pod koniec października niezbyt sprzyjała wieczornym spacerom, to zrezygnowaliśmy i poszliśmy do innego klubu. Też takiego na dachu, wiadomo. Po sąsiedzku, do Plunge w Gansevoort Hotel , z którego poza piękną panoramą NYC, było widać, jak na dłoni, dach z basenem słynnego Soho House. Od razu przypomniała mi się Samantha z SATC , która za  wszelką cenę chciała się tam dostać na basen dla klubowiczów i w związku z tym, mówiła z brytyjskim akcentem a’la Madonna. Plunge standardowo ma równiez basen na tarasie. Tu chyba każdy, szanujący się klub, musi mieć basen 😉 Hotel jest na rogu 9 Alei i 13 Ulicy, na Meatpacking District. Bar czynny od 11 rano, doskonały także na popołudniowego drinka w ciągu dnia. Bo tam jest naprawdę fajnie także w ciągu dnia.

Lista Rooftop Bars w Nowym Jorku jest bardzo długa, ale wspomnę jeszcze tylko o jednym: Roof Garden Cafe&Martini Bar w (uwaga!) Metropolitan Museum of Art. To jest bar, który jest czynny tylko latem, a w piątki i soboty otwierają dodatkowo Martini Bar.

widok z The Met Roof Garden Café&Martini Bar
widok z The Met Roof Garden Café&Martini Bar

Warto tam zostać, aby zobaczyć zachód słońca nad Central Park, albo chociaż w ogóle popatrzeć na park i Upper West Side. Poza tym, taka bliskość kultury sprawia, że czujemy się absolutnie rozgrzeszeni z trzeciego czy czwartego drinka. Tu, wyjątkowo 😉 , nie ma basenu.

W mieście, które nigdy nie śpi, w mieście, które oferuje takie widoki, dachy okazują się nieodłącznym elementem rozrywki i zabawy. Rooftop Bars są chyba jedyną atrakcją Nowego Jorku, z której także chętnie korzystają jego mieszkańcy. Nie tylko my, turyści… cheers 😉